KANTYCZKI Z NUTAMI - Wstęp X. Melchiora Kądzioły
W wydanych w 1911r.
„Kantyczkach z nutami” znajduje się piękny wstęp wydawcy, którego fragmenty ośmielam się tu wkleić:
Kantyczki z nutami -wydałem jako noworoczny podarek dla czytelników „Prawdy". Wybór dobry — myślę — bo kantyczki samą nazwą duszę cieszą i radują. Z kolędami bowiem zapoznaliśmy się od dzieciństwa, pokochaliśmy je — zżyliśmy się z niemi, boć też to są przecudne utwory poezyi ludowej! Pełne wdzięku i naturalnego słowa, a tyle ciepła, a takie bogactwo w nich form poetyckich, że czujemy odrazu, jak ta muzyka podała rękę poezyi. O kolędach naszych można powiedzieć to, co powiedział Adam Mickiewicz o pieśni ludowej, że są „arką przymierza" między dawną, sławną naszą przeszłością, a smutną teraźniejszością. Oto jedna z nich mówi:
„Podnieść rękę, Boże Dziecię,
Błogosław ojczyznę miłą, W dobrych radach, w dobrym bycie,
Wspieraj jej siłę swą siłą; Dom nasz i majętność całą
I nasze wioski z miastami „
Jest to wspomnienie dawnych szczęśliwych czasów naszej miłej ojczyzny. Inna zaś powiada:
„do stajenki...
Polacy przybyli i pytają Pana: Czy się też odrodzi ojczyzna kochana? Dzieciątko się śmieje,
Więc miejmy nadzieję."
To już czasy naszej niewoli, czasy porozbiorowej Polski.
Kolędy nasze układano na dworach królewskich, układano w pałacach rycerzy i możnych panów naszych. Kolędy składali również nasi duchowni, organiści, bakałarze szkół parafialnych, składali je i nasi wytworni pisarze i poeci, ale tworzyli je także i poeci wiejscy. Nie wszystkie przeto kolędy odznaczają się wytwornym stylem i doskonalą rytmiką, lub wyszukanymi rymami, ale wszystkie wyszły z głębi duszy całego narodu. W kolędach naszych — to jakoby w zwierciedle przebija się dusza polska: wesoła, żywa, pełna bujnej fantazyi, pełna miłości Boga i swej ojczyzny.
Imion twórców naszych kolęd nie znamy, bo też żaden z nich
o tem nie myślał, aby z kolędą przekazać swoje nazwisko. Kolędy układano, aby w nich wyrazić swe uczucie, swoje myśli, swoje pragnienia przy obchodzie pamiątki Bożego Narodzenia. Autor nie myśląc o sobie, puszczał za to swobodnie wodze swej fantazyi, wyrażał otwarcie swoje uczucia. To też kolędy przywołują wszystko, na co się tylko wyobraźnia człowieka zdobyć może, aby tylko tę Dziecinę Bożą godnie uczcić, przywitać i nią się nacieszyć.
(…) Mają inne narody kolędy, ale tak pięknych jak nasze nie
ma na całym świecie. Włoch lubi w kolędach pieszczotliwość, Niemiec znów daje w nich nauki i upomnienia. My, Polacy, śpiewając swoje kolędy, cieszymy się tylko i radujemy z Narodzenia Bożego, a poufalimy się z Bożą Dzieciną i jego świętą Matuchną i Józefem starym.
„My też pastuszkowie, nie tylko królowie,
Na wozie, na wozie Jedziemy z kapelą, niech nas rozweselą
Na mrozie, na mrozie; Graj, mówi Jezus, Bartku swoje; Stój Dziecię, tylko bas wystroję
l smyczek, i smyczek."
l ta naiwna poufałość stanowi największą kolęd ozdobę, dodaje im wdzięku i krasy, i sprawia, że się wszystkim tak bardzo podobają i do każdego tak serdecznie przemawiają, i pociągają każdego. Ta naiwna poufałość sprawia, że w kolędach jest takie wylanie uczuć i że tak lubimy je śpiewać. (…) To Betleem stoi na ziemi naszej, polskiej, w tym Betleem roi się od naszych Maćków, Stachów i Wojtków. Wszystkie opisy i sceny z ziemi betleemskiej przeniesione są do naszego kraju, w nasze chaty, w nasze stosunki słowem, wszystko jest opowiedziane i przedstawione po „naszemu".
„Mali anieli strugali złotą wierzbkę i lipkę Dzieciątku na kolebkę, jeden kąpiel grzeje, a drugi się śmieje, Trzeci pieluszki rad suszy, każdy rad służy z duszy."
Co się tyczy melodyi poszczególnych kolęd — to również i one są przepiękne i są wyrazem duszy narodu: Wszystkie są wesołe ale także równocześnie i smętne. Smętność ich nie jest jednak taką, jaka powstaje w duszy człowieka po czemś utraconem, ale jest raczej wyrazem tęsknoty za dobrem, do którego dążymy i z którem pragniemy się połączyć. Jest w nich wesołość w smętności. Z tego też powodu nadają się do śpiewu w kościołach a także i w domach w czasie wesołości, w czasie uciechy i radości. (…)
Kraków, 15. grudnia 1910 r.
X. Melchior Kądzioła