Akcja Katolicka i liturgia

Zaczęty przez Krzysiek, 02-02-2010, 15:04:18

Poprzedni wątek - Następny wątek

Krzysiek

Akcja Katolicka i liturgia.
Piusa XI nazywają Papieżem Akcji Katolickiej. Jest to Papież, który od 15 lat o niczym częściej nie mówił jak o współpracy wiernych z hierarchią kościelną. Przez cały jego monumentalny pontyfikat przechodzi jedna prosta linia: - idea Królestwa Bożego, opanowująca narody, idea Chrystusa Króla. Akcja Katolicka jest dlań, obok zorganizowanego należycie duszpasterstwa i misji, jakby szarwarkiem zrównującym góry i zapełniającym doliny pod potężną drogę do powszechnego królestwa Chrystusowego.
Ale w głównych zarysach pontyfikatu Piusowego brakowałoby czegoś, gdyby był nie napisał na 50-lecie swojego kapłaństwa konstytucji apostolskiej: Divini cultus. Jest to opatrznościowe i niezmiernie odpowiadające naszym czasom rozporządzenie, co do liturgii i śpiewu kościelnego. Akcja Katolicka powinna być także akcją liturgiczną. Jeżeli Akcja Katolicka jest współpracą wiernych z kościelną hierarchią przy wspaniałym dziele Chrystusowym, to nie powinna to być jedynie współpraca w urzędzie nauczycielskim i pasterskim, ale i współpraca w urzędzie kapłańskim. Szczytem Akcji Katolickiej są jej członkowie podczas służby Bożej.
Dlatego rozbierzemy tu dwie myśli, które z Konstytucji apostolskiej Ojca św. promieniują. Pierwsza myśl: Akcja Katolicka - to akcja liturgiczna! Druga myśl: Akcja Katolicka musi śpiewać!
Akcja Katolicka - to akcja liturgiczna! To także czyn odnoszący się do służby Bożej! Musimy tutaj nieco jaśniej przedstawić naszą naukę. Dzisiejsi ludzie uważają za czyn tylko to, co czyni człowiek dla człowieka, co na swoim czole nosi markę polityki, kultury lub użyteczności publicznej. Słusznie! I my również się na to zgadzamy. Akcja Katolicka jest pracą dla drugich, jest miłością, apostolstwem, służbą wszystkim. Ale my przede wszystkim istniejemy tutaj dla w trzech Osobach jedynego Boga. Akcja Katolicka w pierwszym rzędzie jest służbą Najwyższemu! Największym czynem człowieka jest czyn odnoszący się do służby Bożej! Opus Dei, dzieło Boże, jak starzy nazywali Mszę św., służba w świątyni! Liturgia, służba Boża, nie jest rzeczą tylko kapłana, ale i rzeczą wiernych. Opus publicum! Sprawa wspólna!
Ojciec św. mówi w swojej konstytucji apostolskiej o obcych albo niemych widzach. A rozumie przez to wiernych, chrześcijan, praktykujących katolików. Można by dzisiaj mówić o kryzysie służby Bożej. Kryzys ten nie występuje wszędzie równie niebezpiecznie. Ma on swoje różne stopnie i różne formy. Uzewnętrznia się mianowicie jako kryzys religijnej wspólnoty duchowej. Kapłan i wierni modlą się na tym samym miejscu i w tym samym czasie, obok siebie, ale bardzo często nie modlą się wspólnie.
Bardzo często bywa, że, w pewnym sensie, nie ta sama Msza św. odprawia się przy ołtarzu i w nawach, nie te same modlitwy, nie ta sama czynność. Każdy odprawia swoją mszę dla siebie, ale nie tę, która się odprawia na ołtarzu. Wierni są raczej widzami, niż współofiarnikami, są obcy, nie współuczestniczący. Figuranci niemi, nie modlący się wspólnie. Zachowują się biernie, nie biorą czynnego udziału. Idzie się na Mszę św., ale bardzo często brakuje właściwego usposobienia wymaganego przed ołtarzem. Religijny kryzys chrześcijańskiego ludu, o którym dzisiaj tak głośno, jest po największej części kryzysem religijnej wspólnoty duchowej.
Występuje on przeważnie jako kryzys uroczystej niedzielnej Mszy św. Nigdzie nie ujawnia się cudowniej owa prawda wiary o Świętych Obcowaniu i królewskim kapłaństwie wiernych jak właśnie w dostojnym pięknie uroczystej niedzielnej sumy. Nigdzie nie jest się więcej chrześcijaninem, nigdzie, nie czuje się człowiek bardziej katolikiem, jak właśnie w tym tłumie.
Dziś na wielu miejscach, a zwłaszcza po miastach, znajduje się uroczysta suma w niebezpieczeństwie, że może się stać źle uczęszczaną służbą Bożą parafii. Przyczyną tego jest najpierw wygodna opieszałość religijna, dążenie do tego, by służba Boża jak najmniej kosztowała i jak najkrócej trwała; po wtóre, swego rodzaju partykularyzm, dążenie do osobnych nabożeństw dla poszczególnych stanów i klas; wreszcie przerost sportów i szukania rozrywek, czemu lepiej odpowiadają wcześniejsze lub późniejsze Msze św.
Nie dla wszystkich suma jest zawsze możliwa. Przyznaję! Całym sercem przyznaję! Ale ta wzrastająca ucieczka od oficjalnego nabożeństwa jest faktem naszego życia religijnego nie ulegającym w dzisiejszych czasach żadnej dyskusji. Jest ona waleniem się w gruzy głównej fortecy kościelnej. I na to nie poradzą żadne katolickie obrady ani rodzinne wieczory dyskusyjne.
Katolickie zjazdy i wspólne zebrania w parafii, które nas jeszcze dzisiaj wspólnie trzymają i umacniają, powinny być zebraniami około ołtarza, powinny być tym, co Ojciec św. w swojej konstytucji nazywa: "Czynnym udziałem w obchodzeniu tajemnic Kościoła i w jego uroczystych i publicznych modlitwach". Oto najlepszy sposób oddawania publicznej czci Bogu w parafii. Tu osiąga Akcja Katolicka swój punkt szczytowy we wzniosłym współdziałaniu z hierarchicznym kapłaństwem i z arcykapłaństwem Chrystusa. Akcja Katolicka w nabożeństwach parafialnych powinna się stać Akcją liturgiczną, wielkim publicznym wyczynem, odnoszącym się do służby Bożej.
Akcja Katolicka musi również umieć śpiewać. Nie powinniśmy w sobie zamykać całego świata naszych najpiękniejszych myśli i najwznioślejszych uczuć. Powinniśmy je uzewnętrzniać. Powinniśmy okazać, co myślimy i co czujemy. Powinniśmy mówić. Lecz to jeszcze nie wystarczy. Powinniśmy śpiewać. Dopiero przez śpiew dzielimy się z innymi tym, co najgłębiej odczuwamy. I jeszcze jedno: pieśń podnosi, zapala, zdobywa. Kto śpiewa, ten zwycięża. Dlatego patriotyzm wyśpiewuje swoją miłość ku Ojczyźnie. Dlatego śpiewa świat. Dlatego śpiewa rewolucja.
Dlatego musi i Kościół śpiewać! Religijne uniesienie i chęć uwielbienia Boga, miłość i wdzięczność pobudzają nas do śpiewania. Męczennicy i Wyznawcy pierwszych wieków śpiewali. W podziemnych katakumbach podczas prześladowań wykrzykiwali radośnie swoje Gloria i Credo. Właściwy jednak śpiew liturgiczny datuje się dopiero odtąd, kiedy wierni zaczęli swą służbę Bożą odprawiać w starożytnych bazylikach. "Dlatego to cesarz Walens, zwolennik nauki Ariusza, kiedy był obecny przy sprawowaniu Boskich tajemnic przez św. Bazylego, został do głębi wstrząśnięty i doznał nieznanego mu dotychczas wzruszenia. W Mediolanie obwiniali niewierni św. Ambrożego, że porywał tłumy prostym śpiewem liturgicznym, pod którego wpływem przystał do chrześcijaństwa późniejszy św. Augustyn" (Pius XI, Divini cultus).
Również i katolickie średniowiecze kochało się w śpiewie. Im piękniejsze formy przybierał śpiew kościelny, tym czynniejszy udział brał lud w chóralnym śpiewie kościelnym. Z rozwojem zaś śpiewu wielogłosowego, w XV i XVI wieku, śpiew chóralny począł coraz bardziej zanikać.
Wielka to jednak szkoda. Kościół bowiem, jak posiada swój język, łacinę, tak posiada i swój śpiew chóralny, chorał. Gregoriański chorał posiada w najwyższym stopniu, jak to już kiedyś powiedział Pius X, wszystkie właściwości wymagane od muzyki kościelnej: namaszczenie, piękno formy i powszechność. Był on zresztą po wsze czasy znany jako śpiew Kościoła rzymskiego, który zawsze i wszędzie uważano za najwyższy wzór wszelkiej innej kościelnej muzyki.
Śpiew wielogłosowy, jak Pius XI zauważa w swojej konstytucji, powinien być stawiany dopiero na drugim miejscu. Co się zaś tyczy śpiewu z równoczesnym towarzyszeniem orkiestry, podkreśla Papież usilnie, że według pojęć kościelnych tylko najdoskonalsze instrumenty zgadzają się z powagą służby Bożej. Nie instrumenty, lecz głos powinien w kościele panować! Głos kapłana, głos chóru, głos ludu!
Tu zwraca się Papież do Akcji Katolickiej. Ze stanowczością najwyższego prawodawcy żąda on "przywrócenia ludowi śpiewu gregoriańskiego w tych częściach Mszy św., które należą do wiernych, by ci mogli brać żywszy udział w służbie Bożej". Wierni nie powinni nadal pozostawać podczas Mszy św. "obcymi i niemymi widzami". Przy każdym kościele parafialnym powinno się uczyć młodzież śpiewu. Lud należy wprowadzić w śpiew liturgiczny, zwłaszcza przez szkoły, pobożne zrzeszenia i stowarzyszenia. Katolicka Akcja jest także współpracowniczką kapłaństwa, i dlatego powinna wziąć "czynny udział w obchodzeniu tajemnic Kościoła i w jego uroczystych i publicznych modlitwach".
Apostolska konstytucja Piusa XI Divini cultus musi działać na obudzenie się życia kościelnego, jak cuda działają na głuchoniemych. Pius XI wypowiedział swoje Epheta! Otwórz się! Niemi powinni znów mówić. Ludu katolicki, podciągnij znów przez twój śpiew liturgiczny oziębłe, zeświecczone, nowe czasy bliżej ku niebu!
Historia śpiewu kościelnego zna już okres cecyliański odnowionego śpiewu chóralnego. Obecnie niech się zacznie okres gregoriański, okres, który zakwitnie liturgicznym, kościelnym śpiewem. Liturgiczny śpiew ludu jest apostolstwem, jest Katolicką Akcją. Kto śpiewa, ten zwycięża!

art. ze strony http://msza.net/i/om14_4.html

knrdsk1

No i pięknie! No i słusznie!
Chorał, łacina... to straszne że wielu ludzi, także tych zajmujących się muzyką w Kościele, dało sobie wmówić że Sobór Watykański II "zniósł" łacinę a z nią i chorał. A przecież to nieprawda! Gdybyż tylko ludzie Kościoła chcieli realizować postanowienia konstytucji o liturgii "Sacrosanctum consilium"!

Dlatego stawiam pytanie, jest nas tu trochę, kantorów, organistów...
Pytanie: czy dbacie o obecność chorału w liturgii? Czy dbacie by Lud znał chociaż podstawowe części Mszy po łacinie? Jak próbujecie wprowadzać to w życie?

zolwikolew

Jak świadczy długie milczenie w tym wątku jest to temat dramatycznie trudny. Opór ze strony duchowieństwa w mojej praktyce (krótkiej dosyć) na ławce organowej zadziałał bardzo hamująco. Trudno kopać się z koniem i... dalej móc grać na organach. Kilkudziesięcioletnie odcięcie od chorału sprawiło, że szkoda jest już chyba nie do naprawienia. Moim zdaniem również brak łaciny(bądź szczątki lektoratów) w szkołach i na uczelniach podtrzymują niechęć i niezrozumienie do języka chorału wśród wiernych. W mojej parafii miałem przez krótki czas szansę, by zapoznać się z pewną ilością łacińskich śpiewów(w tym chorałowych) kiedy grał nam nieodżałowany Pan Stanisław Kwiatkowski(niech ta wzmianka będzie też formą uczczenia Jego pamięci), któremu się udało na krótki czas doprowadzić do sprawowania jednej z niedzielnych Mszy Św. po łacinie. Poza tą Mszą używanie chorału i łaciny było i wciąż jest niemożliwe. Smutne, ale prawdziwe, że tę samą sytuacje znam z mnóstwa parafii na pomorzu,nie dociera do ich Rządców, jak wielką stratę ponosi przez takie działanie Kościół i Naród. 
Bardzo proszę mi nie "panować". Mariusz sum

CorCogitans

#3
@knrdsk1:
Niestety, sprawa z konstytucją S.C. nie jest taka prosta, gdyż znajdujące się w niej zapisy o możliwości wprowadzenia języka narodowego do liturgii stały się furtką do dalszych zmian. Chorał i łacinę zniesiono powołując się na ten dokument. Zniesiono, gdyż pojawiły się nowe paradygmaty liturgiczne (uczestnictwo, rozumienie etc.) , również mające podparcie w S.C.. To jest broń obosieczna. Przede wszystkim zasadnicza jest postawa władz diecezjalnych, które pewnie mają jedną interpretację Konstytucji Liturgicznej Vaticanum II. Zatem, możliwe, że konkretną zmianę może wymusić jedynie rozporządzenie z samej "centrali". Niestety. Póki co można tylko słuchać odpowiedzi proboszcza typu: "ludzie nie rozumieją łaciny", "nie będą śpiewać", "nie będą uczestniczyć" (świadectwo bliskiej osoby - co ciekawe mimo pozytywnej reakcji organisty). Co gorsza, jest to marnowanie topniejącego potencjału polskiego katolicyzmu. Taka Akcja Liturgiczna jest wręcz nagląco potrzebna.

@zolwikolew:
Te wspomniane Msze Św. po łacinie (Novus Ordo zapewne) miały dobrą frekwencję? Czy pora odprawiania była "ludzka"?

zolwikolew

Oczywiście była to Zwyczajna Forma RR. Mieliśmy( się podłączam trochę na wyrost może) tę przewagę, że Pan Stanisław był bardzo znaną i szanowaną postacią w diecezji(wieloletni organista Mszy radiowych dla Ludzi Morza na przykład), a i Proboszcz ówczesny wykazywał ku łacinie... nazwę: to wielką przychylność(Jego wpływowi zawdzięczam, żem się zdecydował wiele lat wcześniej, jako niespełna dziesięcioletnie pacholę na lekcje łaciny :) ). Najczęściej właśnie Proboszcz odprawiał - była to Suma Parafialna o 11. Pewne zaburzenia frekwencji w pierwszych tygodniach były, ale niezbyt duże i dość szybko wróciła do poprzedniego poziomu. Dzięki zaś odwiecznej poprzedniczce internetu(poczcie pantoflowej ;) ) nawet zaczęła nieco wzrastać. W głównej mierze jednak dzięki wycieczkom obcokrajowców, a mniej naszym diecezjanom, choć i tych przybywać zaczęło. Niestety po pewnych nieporozumieniach straciliśmy organistę na rzecz parafii byłego Prezydenta i msza po łacinie przetrwała ledwie kolejne 2 tygodnie. Taka smutna konstatacja na koniec... niezgoda naprawdę rujnuje. 
Bardzo proszę mi nie "panować". Mariusz sum