Autor Wątek: Ta noc nieszczęśliwa  (Przeczytany 2403 razy)

knrdsk1

  • Główny Moderator
  • Przodownik pracy
  • *****
  • Wiadomości: 2573
    • Zobacz profil
    • SŚT
    • Email
Ta noc nieszczęśliwa
« dnia: 08-06-2007, 14:31:04 »
Ta noc nieszczęśliwa, aż serce omdliwa w mym ciele, często się przewracam, gdzie jest twardo, macam i ścielę.Aż oto wcale o północy gwałt krzyczą z całej swojej mocy, aż gore.
Ja się przestraszyłem, kożuch pochwyciłem i słucham; Aż tu powiadają, że wilcy zjadają pastuchom. I myślę co to jest takiego? wysyłam parobka swojego do bydła.
A tak przestraszony pędzę polem w strony z palicą i słucham statecznie, gdzie wilcy bezpiecznie kalicą bydlęta czyli też pastuchy.Aż znowu przeciwne rozruchy: parobcy,
z pola uciekają, o Bogu gadają z Bartosem, że anieli w bieli pod niebem krzyczeli swym głosem.Aż ja się ich z radością pytam i wszystkich bardzo mile witam, co znaczy.
Lecz mi Bartos stary co chodził do fary, tłumaczy, że się Jezus rodzi, witać się Go godzi, Ignacy, bo to jest Syn Boga żywego, trzeba by udarować Jego, co kto ma.
Więc gruszek opałkę wsypałem w kobiałkę, i kurę, Bartos wziął koźlątko, Kuba zaś jagniątko ponure, Grzegorz się ze swym skopem morduje, ciągnie go, ten mu wyskakuje, nie chce iść.
I mówi do syna: co za zła zwierzyna! Pędź mi go! Ten go batem pędzi, aże kozik nędzi, nuże go! Wojtek zaś związawszy barany, prowadzi, lecz mu idą sami ochotnie!
Banach w swoim chliwie krzyczy litościwie czekajcie! Kur związać nie zdoła, aż na drugich woła łapajcie! Tomaszek kilka gęsi dźwiga, żeby szła, na swą żonę miga, do domu!
Indyków zaś parę Panu na ofiarę Maciaszek, pcha do swego wora kaczkę i kaczora Walaszek. Wtem każdy się z niego naśmiewa, bo kaczka wraz z kaczorem śpiewa we worze.
Stasiek tatarczaną, Sobek zaś jaglaną z workami, kaszę swą wynoszą: wiążcie dobrze, proszą, sznurkami. Pod ten czas Matus kozę doi i woła, że koza źle stoi, na żonę.
Kozę wydoiwszy, koźlątko schwyciwszy, wyskoczył. Franek garnek masła, aż skorupa trzasła natoczył. A Banach płacze nad swą żoną, że szperkę i kapustę słoną dała mu.
Aż tu Szymon krzyczy, że mu prosię kwiczy we worku;puszcza go czym prędzej i przed sobą pędzi na sznurku. Jan stary mleka dzbanek wlecze ogromny, aże mu z niego ciecze, i serek.
Kasper jaj pół kopy, koguta spod szopy porwawszy, Maciek zaś śmietany dzbanek polewany nalawszy, prowadzi kozę uporczywą, ta śpiewa piosnkę przeraźliwą po drodze.
Klimek jagniąt parę i koźlątko stare prowadzi. Dla lepszej ochoty i kozła niecnoty grać radzi: gdy się już wszyscy razem zeszli, co kto miał, to z domu wynieśli wesoło.
Krzykają, śpiewają, kto jak umie, grają na basach, a koźlęta skaczą rogami kołaczą na pasach,Kuba zaś jako oparzony, przykrywszy na głowie kołtony, tańcuje.
Nieszczęście spotkało, koźlę się urwało, uchodzi, Klimek bardzo smutny, bo tu wilk okrutny nadchodzi; lecz dobrze, że z sobą nabrali batogów, jak duzi, tak mali i pałek.
Kuba dobrze znany z ręki swojej prawej, jak bije; od węzła srogiego i Kuby wielkiego wilk wyje.Alić już do szopy wstępują i Syna Boskiego całują we żłobie.
Dary swe oddawszy, wszyscy poklękawszy wołają: błogosław nam, Panie, póki życia stanie! i wstają. I graja wesoło Dzieciątku, wołając: skakaj żywo Janku z Tomaszem!
Bartos się uwija, rękami wywija i śpiewa. Kubę ząb zabolał aż go wodą polał; omdlewa: w minucie Kuba uzdrowiony, wyskoczyło jakby odrodzony i skacze.
Sobek nad basami przewraca oczami i śpiewa. Miciura wódeczkę, dobywszy flaszeczkę nalewa. A Jarosz, gdy juz pomył garki, zaglądał, czy niema przywarki z wieczerzy.
Garki w kąt wstawiwszy, czapkę porzuciwszy, tańcuje; Jacek Maleńkiego, klęknąwszy u Niego, całuje. Skoro się wszyscy nacieszyli, wesoło razem wykrzyknęli: Chwała Panu Bogu!