Autor Wątek: NMP Skępska: Już to czterysta lat odtąd płynie  (Przeczytany 1078 razy)

Hrabia Radwan

  • Przodownik pracy
  • *****
  • Wiadomości: 532
    • Zobacz profil
    • Email
NMP Skępska: Już to czterysta lat odtąd płynie
« dnia: 03-07-2015, 12:22:48 »
Już to czterysta lat odtąd płynie,
Jak pośród borów w Skępskiej dolinie
Leżał przy drodze kamień omszały,
Wielu krzyżami dziwnie znaczony.

Leżał w tem miejscu, gdzie na Mazurach
Jest Kościół Skępski o pięknych murach.
Tu ludziom godnym w jasności cała
Najświętsza Panna się objawiała.

Raz prostaczkowi rzekła zbożnemu,
Że wielce rada jest miejscu temu,
Wieść o zjawieniu szła od wsi do wsi,
Ludzie się zbiegli coraz to nowsi.

A z objawienia łaski świadczone
Zostały potem zaprzysiężone.
Zrazu Krzyż w miejscu tem postawiono,
Potem Kościółek z drzewa wzniesiono.

Żył w Powiedzisku mieścinie małej Jan,
kuśnierz z dawna wątły, schorzały;
Modląc się często we dnie i w nocy,
U Matki Boskiej żebrał pomocy.

Aż mu się Pani Święta zjawiła
I do chorego tak przemówiła:
Gdy chcesz dostąpić próśb swych ziszczenia,
Idź do znanego w Skępem kamienia;

Miejsce to sobie upodobałam,
I tam mej woli oznaki dałam.
Uszczęśliwiony w to miejsce bieży,
Patrzy: głaz prosty pod Krzyżem leży.

Przy tem mu karze w swej łaskawości
Iść do dziedzica tej skępskiej włości,
I prosić, aby ku jej uczczeniu
Zbudował Kościół przy tym kamieniu.

Pątnik już zdrowy do dóbr tych Pana,
Do Kruświckiego szedł kasztelana,
Miał Kościelecki Mikołaj miano,
Temu Jan zlecił, co mu kazano.

Uwierzył zacny dziedzic Janowi,
Najświętszej Matki Boskiej posłowi,
Sam jako wierny jej sługa znany,
Wzniósł ów Kościółek zrazu drewniany.

I aby uczcić Jej zwiastowanie,
Dał Kościołowi takież wezwanie.
Zaraz też ludzie wkoło słyszeli,
Jak w nim nucili pienia Anieli.

Miał córkę Zofję dziwnej piękności,
Pociechę ojca, matki w starości;
Lecz Bóg doświadczyć chciał kasztelana,
By ztąd i Maryi cześć była dana.

Córka obłożnie zachorowała,
I nieszczęśliwą naraz się stała:
Skurczyły się jej, skrzywiły nogi,
Sprawiając wielkie bóle niebogi.

Boleść rodziców niezmierną była,
Gdy tak kochanka ich ból znosiła.
Próżno lekarzy słynnych wzywali:
Ci żadnej ulgi chorej nie dali.

Wtem raz, jak niesie podanie o tem,
Schorzałej we śnie w marzeniu złotem
Najświętsza Panna się objawiła
W postaci, jakby dziewczątkiem była.

I rzekła chorej, aby bez zwłoki
Ztąd się udała w wierze głębokiej
Wprost do Kosciółka zbudowanego,
Kosztem jej ojca Koscieleckiego.

Tam niechaj żebrze litości Boga,
A zaraz boleść rzuci ją sroga.
Nadto najświętsza Panna zleciła,
By do Poznania potem przybyła.

Tam jej wynaleźć obraz się zdarzy
Najświętszej Panny u tych malarzy
W postaci, jak się w śnie objawiła:
(Więc jak dzieweczka przedziwnie miła).

I niechaj obraz ten zakupiony
W Skępskim Kościele będzie złożony.
O śnie tym córka z samego rana
Mówi rodzicom uradowana.

Ci rzekli córce na jej zdumienie,
Że im też w nocy przyszło natchnienie,
By chorą oddać litości Bożej
I Tej, co leki cudowne mnoży.

Więc niosą chorą; przy niej rodzice
Idą też błagać Bogarodzicę;
Że połamana na ciele była,
Więc się na krześle usadowiła.

I już połowę drogi przebyli, -
Nagle panienka w cudownej chwili
Rodzicom radość swą oznajmuje,
Że już się zdrową zupełnie czuje!

Zrywa się z krzesła niezmiernie rada
Biegnie przed ołtarz, gdzie na twarz pada,
I przed Wszechmocny łzy wdzięczne lała,
Że uzdrowienia cudem doznała!

Więc, jak jej Panna Święta zleciła,
Zaraz ozdobić postanowiła
Kościółek Skępski owym obrazem,
By cześć i Bogu oddać zarazem.

Więc do Poznania jedzie w tym celu,
Zwiedza pracownię malarzy wielu,
Szuka obrazu w śnie widzianego,
Próżno! Nie może znależć takiego.

Zmartwiona w próżnem poszukiwaniu
Słyszy, że jeszcze mieszka w Poznaniu
Malarz, co święte maluje twarze;
Tam kasztelanka zawieść się karze.

Niestety! Zawód ma i tu ona,
Ale przeczuciem dusznem wiedziona,
Błaga o obraz szukany, który
Zaraz, sowicie, zapłaci z góry.

Gdy widzi malarz, że gołosłownie
Trudno przekonać, otwarł pracownię:
Niech panna swemi ujrzy oczyma,
Że szukanego przedmiotu nie ma.

Zaledwie weszła na próg podwoi,
Patrzy ... posążek w kąciku stoi;
Rzeźbiarską sztuką był wyrobiony
W sukience długiej, ślicznie złoconej.

Chce płacić, ale malarz zdumiony,
Że tu posążek jest znaleziony,
Którego nie znał, nie robił wcale,
Przyjąć zapłatę odmawia stale.

Rzeknie: „wziąć obraz pozwalam szczerze,
Lecz się zapłaty za to nie bierze,
Co ręką Bożą było zdziałane,
A w to tu miejsce cudem zesłane".

Zaledwie błysła zorza poranna,
Wiezie już statuę pobożna panna,
Że z Opatrzności Boskiej ją miała,
W ołtarz ją skępski wstawić kazała.

Gdy wieść gruchnęła po okolicy
O tej statui Bogarodzicy,
Panowie, panie i ludu siła
Co dzień to liczniej tutaj śpieszyła.

Lecz nie dość księży było w tej porze,
Coby tu służby spełniali Boże;
Ksiądz Kościelecki, biskup czci godzien,
O tej potrzebie rozmyślał codzień.

Jako współdziedzic tej Skępskiej włości,
Pełen dla ludu swego miłości,
Wyjednał zgodę Rzymskiej stolicy,
Żeby osiedli tu zakonnicy.

Tak nowy Kościół już murowany
Kosztem biskupa wybudowany,
Wnet bernardyni już posiadali;
Królowie sporo gruntów im dali.

A gdy i klasztor wybudowano,
Pod Kościół kamień węgielny dano
Ten sam, nad który światło błyskało,
Co się pobożnym pokazywało.

Kościół ten również za swe wezwanie,
Najświętszej Panny miał Zwiastowanie.
Teraz już piękna i okazała
Służba się Boża w nim odbywała.

Wielu cudownych łask tu doznało,
Uszczęśliwionych było niemało,
Ca w kompanijach tu przybywali
I hołd Najświętszej Pannie składali.

Gdy rzesze wiernych co rok wzrastały,
I nowy kościół stał się za mały:
Więc go panowie możni zwiększyli
Tak, jak wygląda w obecnej chwili.

W złocistym płaszczu Najświętsza Panna
Jaśni tu jako jutrznia zaranna,
A gdy lud błaga opieki Matki,
Zda się, że mówi: „Witam was, dziatki!".


za: Pieśń do Najświętszej Panny Skępskiej, nakładem Andrzeja Rokickiego ze Skępego, w Drukarni Polskiej w Sierpcu, w 1903 r.