Franciszek, św.: W Imię Ojca Wszechmocnego

Zaczęty przez knrdsk1, 30-07-2026, 16:37:17

Poprzedni wątek - Następny wątek

knrdsk1

Śpiewnik Pelpliński X Kellera s. 637

W Imię Ojca Wszechmocnego,
Syna i Ducha Świętego,
Boga w Trójcy jedynego,
Zakon Franciszka świętego.

Chorążym jest mianowany
Franciszek, sługa wybrany,
Który sam chcąc wzgardził siebie,
A za to króluje w niebie.

Możem mianować rycerzem
Franciszka z jego orężem;
Oręże tego Świętego
Pokora, cierpliwość jego.

Z Assyżu miasta był rodem,
Cnót wielkich człowiek powodem;
Ten miał ojca takowego,
Bronił mu wszego dobrego.

Kupiectwem się ojciec bawił,
Franciszka téż w to był wprawił,
Aby na kupnie przestawał;
On to ubogim rozdawał.

Ojciec się o to rozgniewał,
Przed Biskupa jego przyzwał,
Tak miał przysiądz ojcu swemu,
Że nie miał być synem jemu.

On wnet przysięgę uczynił
Mówiąc: gdyżem tak zawinił,
Otoć i sukienkę daję,
W włosiennicy sam zostaję.

Jeszcze Święty tak powiedział:
Panie Ojcze, abyś wiedział,
Ja Ojca mam Boga w niebie,
Gdyż mnie oddalasz od siebie.

Za tak wdzięcznemi słowami,
Ścisnął Biskup ramionami,
Bo się tak bardzo dziwował,
Gdy tę przysięgę zrozumiał.

Pogardził ojcowskie włości,
Także wszystkie majętności;
Lekceważąc srebro, złoto,
Nie dbał on bynajmniéj o to.

Zaczął swój zakon szczęśliwie,
We wszystkiém będąc cierpliwie;
Na modlitwie trawił lata,
Opuściwszy próżność świata.

Pisał swój zakon statecznie
I szedł do Rzymu bezpiecznie,
Prosił Papieża świętego,
By potwierdził zakon jego.

Nie chciał Papież wiedzieć o tém,
Przez sen mu Bóg zjawił potém;
Wstawszy kazał przywieść k'sobie
Franciszka w nowym zakonie.

Błogosławił jemu sławnie,
Zakon oznajmując jawnie,
Który jest z niego zaczęty,
Niechaj go Pan strzeże Święty!

Potém się szczęśliwie wrócił,
A bracią swą pilnie uczył,
Do pogan ich rozsyłając,
Chrystusa opowiadając.

I sam się do pogan puścił,
Ewangielii ich tam uczył,
Pragnąc dla Boga swojego
Męczennikiem zostać Jego.

Chciał iść do ognia wielkiego;
Poganin widząc stałego
Więzienie jemu odpuścił,
Do ognia mu nie dopuścił.

A tak pogaństwo opuścił
I do swoich się powrócił;
W pusczy na modlitwie trwając,
Zimna, niewygody cierpiąc.

I zwierzęta go słuchały
I ptaszęta, gdy śpiewały;
Kiedy na modlitwie bywał,
Milkły, gdy im rozkazywał.

Tam na gorącej modlitwie
Odniósł męczeństwo obfite
Od Króla Pana nad pany;
Jemu dał swe święte rany.

Sprawiła to łaska Boża,
Rana w boku jako róża,
Otwarte nogi i ręce
W jego przenajświętszéj męce.

Przebywał tu na tym świecie
Z temi rany przez dwie lecie,
Boleść wielką w sobie mając,
A Bogu za to dziękując.

Dosyć pisał o stałości,
A co większa, o czułości;
Post i trzeźwość, to zabawa,
Popiół z chlebem, to potrawa.

Imię Jezus tak znacznie czcił,
Niewymownie sobie chwalił;
Gdzie znalazł kartę zdrapaną,
Strzegł, by najmniéj nie zdeptano.

Gdzieby na karcie pisano,
Imię to drogie mieniono ,
Wolał, żeby to spalono,
A niżby potém deptano.

Nad bydlątkiem się zmiłował;
Gdy kto baranka zabić chciał,
I tego śmierci żałował,
Które często odpraszywał.

Ślepy, chromy, trędowaty
Uzdrowion jest bez zapłaty;
Za świętą modlitwą jego
Tak Bóg uzdrowił każdego.

Którzy ten żywot czytacie,
Albo kazania słuchajcie,
Czy się kiedy znajdowało,
Coby się wam tu nie zdało?

A tak żywota dokończył,
Bogu Ojcu się polecił,
Już się z światem rozstawając,
Najmilszą bracią żegnając.

O wielebny zakonniku,
W Panie swoim męczenniku!
Racz się modlić dziś za nami
I za wszystkie chrześciany.

Bo wesela dziś zażywasz,
Na Najwyższego twarz patrzasz;
Byśmy tak szczęśliwi byli,
Na twe wesele patrzyli.

Daj nam Jezu Chryste Królu,
Byśmy się z tego padołu
Bez grzechu w niebo dostali,
Z tobą wiecznie królowali.   Amen.