Dokąd się mam uciekać, nędzna gołębica, * Jeżeli nie do Ciebie, jak oblubienica,
Jezu mój, ma miłości na krzyżu rozpięta, * Do którego nad wszystko ucieczka mi święta?
Dybie na mnie piekielny jastrząb żeru chciwy, * Srogi drapieźnik tylko na mą zgubę żywy,
Chcąc mnie poźreć, a ja gdzie mam się rejterować? * Nigdzie, tylko się w Twoich bliźnach mogę chować.
Przyjmij mnie, me Zbawienie, przyjmij, ma Pociecho, * Całego życia mego jedyna uciecho.
O jak zacne namioty Twe, Panie Zastępów, * Jak kochane pokoje łaskawych przystępów.
Jak pragnie dusza moja do tych progów Pańskich, * Omdlewa zdrad uchodząc i sideł szatańskich.
I serce me i ciało poskakuje w Bogu * Żywego, gdzie mnie żadna nie doskoczy trwoga.
Wróbelek znalazł domek i synogarlica * Gniazdo do swego płodu, gdzie Boska świątnica;
Ołtarze tu są, Królu mój i Panie, Twoje, * Szczęśliwy, kto tu może wnieść ołtarze swoje.
Otwórzcie się, zbawienne mego Pana wrota, * Do wejścia Jego chwały ciągnie mnie ochota.
Brama Pańska, przez którą sprawiedliwi, * W któréj tryumfy czynią odkupienia chciwi.
Niech Ci będzie cześć, Boże na krzyżu wiszący, * Na me zbawienie, żeś głos wysłuchał pragnący.
Witajcie, rany święte ciała najdroższego, * W których skarb jest złożony zbawienia mojego.
Zawitaj, rano święta, rano lewéj nogi, * W któréj już mam niebieskie otworzone progi.
Zawitaj, rano święta, rano prawéj nogi, * W któréj mam prostowane do zbawienia drogi.
Zawitaj, rano święta, rano lewéj ręki, * W któréj mego ustają utrapienia męki.
Zawitaj, rano święta, rano prawéj ręki, * W któréj obronie wieczne Bogu daję dzięki.
Zawitaj, rano droga boku najświętszego, * W którym skarb jest zawarty zbawienia wiecznego,
Witacie, godne rany przenajdroższéj głowy, * Gdzie zbawienia ludzkiego skarb zawsze gotowy.
Tu mój jest odpoczynek, dzisiejsze mieszkanie, * Tum sobie ustawiczne obrał przebywanie.
Niechże tu odpoczywam, niech się tu zabawiam, * Gdzie się wszelkich napaści świata nie obawiam.
Niech wszelkie ludzkie przyjdą sam prześladowania, * Niech się i sam czartowskie skupią nagabania.
Niech się i cielesności zakradną ponęty, * Wszystkie szturmy tu znajdą w tych opokach wstręty.
Zbiją się, rozbiją się, w niwecz się obrócą, * Bo te skały ich wszelkie zawziętości skruszą.
Wszystkie tu są oręża na przeciwną stronę, * Zbroje, tarcze, szyszaki na moją obronę.
O jak chłodne w zapale płyną tu strumienie, * Wszelkich moich chciwości gaszą upragnienie.
Jak łaskawie toczą się na me oczyszczenie, * Żywych wód źródła, ciężkich grzechów zatopienie.
Jak różne tu lekarstwa na wszech chorób razy, * Zacne prezerwatywy dla dusznéj zarazy.
Jak prześwietne promienie stąd się wydawają, * Te zaślepioną duszę jaśnie oświecają.
Tu nędznego ubóstwa obfite skarbnice, * Tu pociech są krynice na wszelkie tęsknice.
Tu troski się spędzają, wszelkie utrapienia, * Tu są pewne zadatki do dobrego mienia.
Baranka niewinnego krew tu stąd wypływa, * Ta okup méj niewoli, ta me zbrodnie zmywa.
Pielgrzymowania mego ta ciężkości skraca, * A niebieskiéj ojczyzny rozkoszy przywraca.
Ta morzem łaskawości w niéj tonę ufale, * Bezdennością miłości, w nią się topię cale.
Tak się z miłośnikami Twymi tu zawieram, * Lub żyję, Twym chcę być, lub konam, lub umieram.
Już tedy tu w tych ranach pragnę być statecznie. * Z Tobą cierpieć, krzyż dźwigać, martwić się koniecznie.
Przez te rany oddajęć wszelkie moje sprawy, * Łącząc je z zasługami Twemi, Jezu krwawy.
A przy zgonie niech duch mój stąd na wieczność idzie * Twoich zasług podporą do Twéj chwały wnijdzie.
W Tobie skarb mój, me zdrowie, W Tobie niech przebywa, * Serce me, niech się gnieździ, wieczne niech spoczywa.
Spraw, o Dobro najwyższe, abym spółecznikiem * Był męki Twéj i śmierci, łaski uczestnikiem.
Abym przez grzech nie wypadł z Twoich ran opieki, * Ale wolą Twą pełniąc w nich został na wieki. Amen.
- śpiewnik pelpliński
Jezu mój, ma miłości na krzyżu rozpięta, * Do którego nad wszystko ucieczka mi święta?
Dybie na mnie piekielny jastrząb żeru chciwy, * Srogi drapieźnik tylko na mą zgubę żywy,
Chcąc mnie poźreć, a ja gdzie mam się rejterować? * Nigdzie, tylko się w Twoich bliźnach mogę chować.
Przyjmij mnie, me Zbawienie, przyjmij, ma Pociecho, * Całego życia mego jedyna uciecho.
O jak zacne namioty Twe, Panie Zastępów, * Jak kochane pokoje łaskawych przystępów.
Jak pragnie dusza moja do tych progów Pańskich, * Omdlewa zdrad uchodząc i sideł szatańskich.
I serce me i ciało poskakuje w Bogu * Żywego, gdzie mnie żadna nie doskoczy trwoga.
Wróbelek znalazł domek i synogarlica * Gniazdo do swego płodu, gdzie Boska świątnica;
Ołtarze tu są, Królu mój i Panie, Twoje, * Szczęśliwy, kto tu może wnieść ołtarze swoje.
Otwórzcie się, zbawienne mego Pana wrota, * Do wejścia Jego chwały ciągnie mnie ochota.
Brama Pańska, przez którą sprawiedliwi, * W któréj tryumfy czynią odkupienia chciwi.
Niech Ci będzie cześć, Boże na krzyżu wiszący, * Na me zbawienie, żeś głos wysłuchał pragnący.
Witajcie, rany święte ciała najdroższego, * W których skarb jest złożony zbawienia mojego.
Zawitaj, rano święta, rano lewéj nogi, * W któréj już mam niebieskie otworzone progi.
Zawitaj, rano święta, rano prawéj nogi, * W któréj mam prostowane do zbawienia drogi.
Zawitaj, rano święta, rano lewéj ręki, * W któréj mego ustają utrapienia męki.
Zawitaj, rano święta, rano prawéj ręki, * W któréj obronie wieczne Bogu daję dzięki.
Zawitaj, rano droga boku najświętszego, * W którym skarb jest zawarty zbawienia wiecznego,
Witacie, godne rany przenajdroższéj głowy, * Gdzie zbawienia ludzkiego skarb zawsze gotowy.
Tu mój jest odpoczynek, dzisiejsze mieszkanie, * Tum sobie ustawiczne obrał przebywanie.
Niechże tu odpoczywam, niech się tu zabawiam, * Gdzie się wszelkich napaści świata nie obawiam.
Niech wszelkie ludzkie przyjdą sam prześladowania, * Niech się i sam czartowskie skupią nagabania.
Niech się i cielesności zakradną ponęty, * Wszystkie szturmy tu znajdą w tych opokach wstręty.
Zbiją się, rozbiją się, w niwecz się obrócą, * Bo te skały ich wszelkie zawziętości skruszą.
Wszystkie tu są oręża na przeciwną stronę, * Zbroje, tarcze, szyszaki na moją obronę.
O jak chłodne w zapale płyną tu strumienie, * Wszelkich moich chciwości gaszą upragnienie.
Jak łaskawie toczą się na me oczyszczenie, * Żywych wód źródła, ciężkich grzechów zatopienie.
Jak różne tu lekarstwa na wszech chorób razy, * Zacne prezerwatywy dla dusznéj zarazy.
Jak prześwietne promienie stąd się wydawają, * Te zaślepioną duszę jaśnie oświecają.
Tu nędznego ubóstwa obfite skarbnice, * Tu pociech są krynice na wszelkie tęsknice.
Tu troski się spędzają, wszelkie utrapienia, * Tu są pewne zadatki do dobrego mienia.
Baranka niewinnego krew tu stąd wypływa, * Ta okup méj niewoli, ta me zbrodnie zmywa.
Pielgrzymowania mego ta ciężkości skraca, * A niebieskiéj ojczyzny rozkoszy przywraca.
Ta morzem łaskawości w niéj tonę ufale, * Bezdennością miłości, w nią się topię cale.
Tak się z miłośnikami Twymi tu zawieram, * Lub żyję, Twym chcę być, lub konam, lub umieram.
Już tedy tu w tych ranach pragnę być statecznie. * Z Tobą cierpieć, krzyż dźwigać, martwić się koniecznie.
Przez te rany oddajęć wszelkie moje sprawy, * Łącząc je z zasługami Twemi, Jezu krwawy.
A przy zgonie niech duch mój stąd na wieczność idzie * Twoich zasług podporą do Twéj chwały wnijdzie.
W Tobie skarb mój, me zdrowie, W Tobie niech przebywa, * Serce me, niech się gnieździ, wieczne niech spoczywa.
Spraw, o Dobro najwyższe, abym spółecznikiem * Był męki Twéj i śmierci, łaski uczestnikiem.
Abym przez grzech nie wypadł z Twoich ran opieki, * Ale wolą Twą pełniąc w nich został na wieki. Amen.
- śpiewnik pelpliński
